Kazanie na Pogrzebie
Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego
i jego syna Waldemara Kuklińskiego
19 czerwca 2004r.
| + Sławoj Leszek Głódź Biskup Polowy Wojska Polskiego |
Kliknij: Wersja bez polskich znakow |
Umiłowani, Bracia i Siostry, uczestnicy liturgii pogrzebowej!
Witam Was wszystkich w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. Dziś modlitwą Kościoła i eucharystyczną ofiarą żegnamy prochy śp. pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i jego syna Waldemara. Obaj umarli z dala od Ojczyzny. Śmiercią nagłą. W wypadku Waldemara – tragiczną. Można do nich odnieść słowa z dzisiejszej Ewangelii o potrzebie ciągłej gotowości "gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" (por. Łk 12,40).
Stanęli już obaj, ojciec i syn, przed Tym, który potrafi przeniknąć do końca człowiecze czyny, myśli i serce. Przed Bogiem sprawiedliwym i miłosiernym. Przed Nim zdali sprawę z włodarstwa swego. Ci, którzy ich znali, wiedzą, że Bóg był obecny w ich życiu. Nie wyparli się Go, nie odwrócili się od Niego. W Nim pokładali nadzieję, przystępowali do sakramentów świętych. Poprzez chrzest, który otrzymali, stali się dziećmi Bożymi, współuczestnikami śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, członkami Jego Kościoła.
Święty Paweł Apostoł w liście do Rzymian uświadamia nam, dziś tu zgromadzonym, że jesteśmy tymi, którzy otrzymali ducha przybrania za Synów, aby uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Nie otrzymaliśmy przecież od Boga ducha niewoli, który człowieka ogranicza, upadla, krępuje strachem, nie pozwala być prawdziwie sobą. Natomiast uczestnictwo w wolności i chwale dzieci Bożych niesie wewnętrzny dynamizm, duchową swobodę, wartości, które odmieniają ku dobru wnętrze człowieka. Ten imperatyw wolności – dar i zadanie przez Boga stawiane, przenosi się również na wymiar życia wspólnotowego, narodowego i obywatelskiego. Pobudza ludzkie czyny, nie pozwala przechodzić obojętnie wobec zła, budzi ducha ofiary. Także inspiruje męstwo, czasem takie, które zaskakuje swoją odwagą. "Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni" (Rz 8, 15).
Umiłowani.
W kontekście tych słów Apostoła narodów patrzymy na dopełnione życie pułkownika Ryszarda. Biegło w szczególnie trudnych okolicznościach. Ale naznaczone było uczestnictwem w wolności dzieci Bożych.
Dziś, w godzinie ziemskiego pożegnania, powracamy do źródeł tego życia – do wspomnienia jego chrztu świętego, a także do wczesnych lat pułkownika Ryszarda, które ukształtowały jego osobowość, wrażliwość moralną, także stosunek do Ojczyzny. Ten pogrzeb odbywa się w pobliżu miejsc dla niego drogich. Mieszkał w dzieciństwie niedaleko od tej Katedry. Jako kilkunastoletni chłopiec był świadkiem pobicia przez gestapo i aresztowania ojca – członka Armii Krajowej, który już nie powrócił do swoich z Sachsenhausen. To niedaleko stąd, wiedziony odruchem serca, wraz z kolegą, przerzucał przez mur żywność do getta. Na Freta chodził do szkoły, po latach, już jako oficer Sztabu Generalnego, mieszkał przy ulicy Rajców. Ten zakątek Warszawy, w którym dziś jesteśmy, to jego kraj lat dziecinnych, wspominany z czułością i nostalgią.
Nie przypuszczał pewnie, że będzie to miejsce jego ostatniego pożegnania, że właśnie tu, na Starym Mieście, nad tą urną która zawiera jego prochy, powiemy słowami cytowanej już na wstępie poetki: "To dobrze, że wróciłeś".
Umiłowani.
Zawsze jest tak, że w chwili ostatecznego pożegnania oglądamy się wstecz, patrzymy na bieg dopełnionego życia. Wiemy, że to życie pułkownika Ryszarda, wychowanka Oficerskiej Szkoły Piechoty im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu, przez lata służącego na wysokich stanowiskach Sztabu Generalnego WP w pewnym momencie – odmieniło się w dramatyczny sposób, choć dalej – dla innych – biegło torem normalnej służby.
Przed kilku laty śp. ksiądz profesor Józef Tischner napisał, że pułkownik Ryszard Kukliński stał się znakiem jednej z polskich dróg, po których wędrowało polskie sumienie w czasach, gdy wolność ukryła się w podziemiu.
Znak jednej z polskich dróg. Drogi ku Niepodległej. Drogi ku wolności. Drogi ryzyka. Drogi tragicznej.
Ileż już lat trwa spór o pułkownika Kuklińskiego! Ileż książek, audycji, polemik, przeciwstawnych opinii! Może dzieje się tak, ponieważ ten spór o pułkownika Kuklińskiego jest czymś więcej niż sporem o niego samego, o jego decyzje, o jego wywiadowcze działania. Jest sporem o Polskę. Toczy się nie tylko na płaszczyźnie moralnej, także prawnej, politycznej, historycznej. Jest to spór o ten fragment polskich dziejów, który, wydawać by się mogło, definitywnie zakończył rok 1989. A przecież okazuje się, że to, co było wcześniej nie wygasło.
To spór o Polskę, której kształt i przyszłość zostały zadekretowane w Jałcie.
Czy ta Polska nie budziła niepokoju sumienia?
Czy była dla wszystkich matką?
To tutaj, w tej Katedrze, przed kilku laty, podczas liturgii Wielkiego Czwartku, umywałem nogi 12 żołnierzom wyklętym – skazanym na śmierć przez polskie sądy za to, że tej Polsce chcieli wierności dochować. Jedni z wielu! Skazani przez sądy wczesnego PRL – Stanisław Tatar, Emil Fieldorf Nil, Aleksander Krzyżanowski.
Czy tamta Polska nie budziła również niepokoju pośród wielu ludzi w mundurach – 1956 (Poznań), 1968 (Czechosłowacja), 1970 (Wybrzeże). Tragiczne daty w powojennej historii Wojska Polskiego. Wojska, które miało przecież ze swej definicji służyć Narodowi, a zostało postawione przeciw Narodowi!
Czy można było stawiać znak równości między interesem państwa a interesem Narodu?
Czy działalność nielojalna wobec państwa może być lojalna wobec Narodu? Wobec jego najgłębszych interesów, jego przyszłości, grożących mu niebezpieczeństw? To były ważne pytania tamtych czasów. Stawiał te pytania i Kościół, i kształtująca się opozycja. Także w wymiarze indywidualnym wielu ludzi przeżywających dylemat miedzy wymuszoną lojalnością, a własnym sumieniem.
Ilu potrafiło z tak postawionych pytań wyciągnąć konsekwencje, przełożyć je na wymiar odważnych czynów?
Jednym z nich był Ryszard Kukliński. Podjął samotną, niebezpieczną walkę. Walkę, która w jego najgłębszym przekonaniu, miała służyć jutru Polski, jej niepodległości.
Umiłowani.
Trzeba to wyraźnie powiedzieć: taka postawa, taki sposób działania były możliwe i uzasadnione tylko w tamtej rzeczywistości – w Polsce ujarzmionej, uzależnionej politycznie, militarnie, gospodarczo od wschodniego sąsiada. Dziś ta Polska jest wolna i niepodległa – wolna wśród wolnych, równa wśród równych I nie potrzebuje szukać ratunku, dramatycznie zmieniać swojej sytuacji geopolitycznej. Dziś interes państwa nie wchodzi w dramatyczny konflikt z interesem Narodu. Bo przecież jakbyśmy krytycznie nie oceniali sposobu działania ekip rządowych, to przecież każda z nich służy Polsce i tylko Polsce. Jej interesom, jej przyszłości. Podejmuje decyzje suwerenne, które zapadają pod polskim niebem – nad Odrą i Wisłą.
Przez powojenne dzieje snuje się wątek "żołnierzy wyklętych". Są jeszcze wśród nas, ci najstarsi, żołnierze Polski Niepodległej, którzy, płacąc niezwykle wysoką cenę starali się przeciwstawić tamtej narzuconej rzeczywistości. Wyklęci przed laty, niekiedy wyklinani do dziś. Czyż pułkownik Ryszard Kukliński nie jest jednym z takich "żołnierzy wyklętych"? Ten pogrzeb, który dziś sprawujemy, wyzwolił również wiele, jakże zaskakujących emocji. Pytano mnie i pisano do mnie: dlaczego pogrzeb w kościele, dlaczego Katedra, dlaczego biskup, ceremoniał wojskowy?
Odpowiadam. Pogrzeb nie jest trybunałem sądowym. To są modlitwy. To pogrzeb pułkownika Wojska Polskiego, honorowego obywatela Krakowa, Gdańska, honorowego górala Zakopanego, honorowego członka "Solidarności". Dlatego są delegacje tych miast. To pogrzeb człowieka legendy, o którym się mówi, że był pierwszym polskim oficerem w NATO. Pułkownik Kukliński został w 1984 roku skazany na karę śmierci. W III Rzeczypospolitej, w 1997, wyrok ten został uchylony, a Pułkownik zrehabilitowany przez Sąd Najwyższy. Przywrócono mu żołnierski honor, wszystkie godności i stopień pułkownika, którego go wtedy, w 1984 roku pozbawiono. Jest dzisiaj na tym pogrzebie delegacja ze Sztabu Generalnego Wojska Polskiego z wieńcem. Pułkownik Kukliński służył w tej instytucji przez długie lata. Przyszli pułkownicy – oficerowie III Rzeczypospolitej. Powstał z wysiłku wielu, także jego, samotnika polskich zmagań z komunizmem. Jest jednym z ojców polskiej wolności.
To się liczy. To ma swoją wagę. Powinni o tym pamiętać ci wszyscy, którzy dziś nie tylko krytykują jego postępowanie, ale chcą go pozbawić czci i honoru. Odmówić mu także prawa do katolickiego pogrzebu. Był ochrzczony, trwał w związku małżeńskim, pojednany z Bogiem, przyjął sakrament chorych. Był świątynią Ducha Świętego.
Często stawia się pułkownikowi Kuklińskiemu zarzut, że złamał żołnierską przysięgę. Przysięga dla żołnierza to rzecz święta. Ale co się dzieje, kiedy konsekwencje przysięgi wchodzą w konflikt z zasadami prawego sumienia?
Ta przysięga, którą Ryszard Kukliński składał w 1947 roku we Wrocławiu, kiedy wstąpił do Oficerskiej Szkoły Piechoty mówiła o Bogu i Ojczyźnie – złożył ją przed ołtarzem polowym. W tej drugiej, która obowiązywała w Wojsku przez 36 lat, od 1952 do 1988 roku Boga zastąpiło braterskie przymierze z Armią radziecką i innymi sojuszniczymi armiami. A interes bronienia Polski niepodległej został zamieniony na formułę: stać nieugięcie na straży władzy ludowej. A karać miała „surowa ręka sprawiedliwości ludowej” – i dosięgła.
Pozwólcie, ze odwołam się do własnych wspomnień. W latach 60-tych zostałem wyrwany z seminarium duchownego. Otrzymałem kartę powołania, tak jak wielu ówczesnych kleryków. Idąc wtedy do wojska mieliśmy odczucie, że to krzywda, że to złamanie porozumień między Państwem a Kościołem. Myśmy też składali przysięgę wojskową wedle obowiązującej wtedy formuły. Czy składaliśmy ją w zgodzie z własnym sumieniem, wewnętrzną akceptacją? Czyśmy byli złymi synami Ojczyzny wybierając drogę powołania kapłańskiego? Dlaczego tyle energii poświęcano w czasie służby wojskowej, aby nas z tej służby zawrócić? To jest również szerszy kontekst tego, co nazywamy sprawą pułkownika Kuklińskiego. To jest także pytanie natury etycznej – jak rozwikłać konflikt między wiernością a moralnością? Przecież takiego konfliktu nie powinno w ogóle być! A był! A nie był to tylko problem pułkownika Kuklińskiego. Dzieje Polski ostatnich stuleci podsuwają liczne przykłady, kiedy ten najgłębiej rozumiany interes Ojczyzny wysuwał się na plan pierwszy. Przecież św. Rafał Kalinowski, Sługa Boży Romuald Traugutt, Zygmunt Sierakowski, Jarosław Dąbrowski składali przysięgę na wierność carowi. I wystąpili przeciw niemu, w imię interesu własnej Ojczyzny.
W życiu pułkownika Kuklińskiego zdarzyła się ta chwila, kiedy potrafił powiedzieć, z głębi swego serca, stanowcze nie. Wiedział, jakie mogą być z tego konsekwencje dla niego i dla najbliższych. To jego "nie" będzie jeszcze długo takim ważnym znakiem minionego okresu naszych dziejów.
Umiłowani.
Idą czasy, w których, mam taką nadzieję, nie trzeba będzie "pułkowników Kuklińskich"! Nie będzie takich sytuacji, które będą stawiały ludzi wobec dramatycznych pytań, wyzwań, dylematów, wobec których on musiał stanąć!
Bracia i Siostry, Uczestnicy tych żałobnych uroczystości.
Dopełniła się karta życia pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Skończy się ta Msza św. i odprowadzimy go na cmentarz wojskowy na Powązkach, który jest wielką lekcja dramatycznej i skomplikowanej polskiej historii. Spoczywają tam obok siebie żołnierze różnych formacji, uczestnicy różnych wojen i powstań, także ofiary i ich kaci. I ci chowani ze splendorem i ci chowani potajemnie, pomordowani w więzieniu Mokotowskim. Także ci, których prochy przybywają z emigracyjnych cmentarzy, jak braci Czumów – pułkownika Władysława i generała Waleriana, których za kilka dni będziemy uroczyści żegnać. Do ich grona dołączy dziś śp. Pułkownik i jego syn.
Niech w tej poświęconej ziemi oczekują zmartwychwstania. A życie i czyn pułkownika Ryszarda Kuklińskiego niech stanie się motywem do myśli o tym, ile ta wolność Ojczyzny kosztowała wyrzeczeń, trudów, ludzkich dramatów, trudnych decyzji.
Żegnamy cię pułkowniku Ryszardzie, żegnamy się Waldemarze, jego zmarły tragicznie synu.
Kończę słowami wiersza, który wyraża to, co wobec tego życia i tej śmierci jest bardzo potrzebne – zamyślenie i głęboka refleksja:
"Jesteś. Zostajesz z nami. Świat się nie zmienia
Siłą, krzykiem, rozpaczą, ale – wyobraźnią.
Zanim więc werble komend wniebogłosy zabrzmią
Zanim ziemia się domknie i myśli wydłużą –
Jeszcze chwilę pomilczmy przed Twoją podróżą".(*)
Pomilczmy tym milczeniem, które jest modlitwą i pamiętajmy: "Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać Abba Ojcze". Niech Bóg usłyszy nasze wołanie!
Amen.
(*) (z wiersza „Pułkownikowi” autorstwa pani Ewy Stawickiej)