Dr. Jan Parys: Pozegnania Pulkownika

Click here: English version   Z polskimi znakami

 


Photo: Kazimierz Chwiejczak

Wiele ostatnio pisano i mowiono o tym co zrobil, jakie ma zaslugi Ryszard Kuklinski. Pragne przypomniec jakim byl Czlowiekiem. Zapewne dla wielu, ktorzy Go poznali bylo zaskoczeniem, ze Ryszard jest osoba tak skromna, serdeczna, bezposrednia. Mozna by sie dziwic jak tylu trudnych i waznych rzeczy dokonal zwyczajny, wrazliwy, niewielki wzrostem Czlowiek.

Pamietam nasze wspolne wycieczki po Szwajcarii. Ryszard nie mogl jeszcze przyjezdzac do Polski wiec postanowilismy widywac sie gdy przylatywal na wyklady dla oficerow do Europy. Wowczas, przez pare dni ogladalismy krajobrazy i zabytki. Nad jeziorem Thun tak Mu sie podobalo, ze zaczal wybierac miejsca do lowienia ryb. Podczas zwiedzania Muzeum Sztuki w Bazylei okazalo sie, ze oglada obrazy najdluzej i slucha opowiesci przewodnika chetnie, bo historia malarstwa byla Jego pasja. Gdy po obejrzeniu katedry we Fryburgu i trzech rynkow usiedlismy w upal by napic sie zimnego piwa, powiedzial do mnie: „ten Fryburg ma taki urok, ze nie dziwie sie, ze przyjechales tu pracowac; mozna zostac tu przez lata nie czujac uplywu czasu”. W Lucernie jak wszyscy turysci biegalismy po drewnianym moscie, a potem jedlismy szparagi w restauracji nad jeziorem. Gdy dojechalismy do Muzeum Polskiego, na zamku w Rapperswilu, Ryszard powiedzial : „ tak tu czuje kawalek Polski”. Ze wzruszeniem ogladal pamiatki po emigrantach z XIX wieku. Sam czul, ze jest emigrantem, chociaz byl nim z koniecznosci i wbrew Sobie. Tych kilka spotkan dalo okazje do dlugich rozmow w aucie, na spacerach czy po prostu wieczorami w ogrodzie. Przekonalem sie jak bardzo Ryszard interesowal sie wszystkim co dzieje sie w Polsce. Nie rozumial pokretnej polityki prowadzonej przez rzady w Warszawie. Mowil do mnie: „jesli wrocisz do MON-u to od razu przyjezdzam ci pomoc; trzeba mnostwo rzeczy zrobic by zmodernizowac armie i zapewnic jej kompatybilnosc z wojskami USA w Europie”. Jego orientacja w sprawach miedzynarodowych nie tylko dawnych, ale i biezacych byla pelna. Nie dziwie sie wiec, ze zyjac i mieszkajac w USA wiele lat byl doradca do spraw militarnych. Jesli tylko chcial rozmawiac z kims serio, to okazywalo sie, ze wie bardzo wiele i znakomicie analizuje sytuacje geopolityczna. Bez watpienia zaden rzad polski po 1989 roku nie mial takiego stratega.

Tylko raz ten radosny nastroj zostal przerwany. Bylo to podczas podrozy kolejka na lodowiec Jungfrau. Podziwialismy coraz piekniejsze widoki, bylo wesolo. Nagle Ryszard zamilkl. Po chwili powiedzial : „ moi Synowie tego juz nigdy nie zobacza”. Pamietam jak trudno znalezc slowa w takiej sytuacji. Bo nie ma pocieszenia dla kogos, kogo dotknela taka tragedia. Nie budzi zdziwienia fakt, ze zolnierz poswieca wlasne zycie dla Ojczyzny. W wypadku Ryszarda, ofiarami byli Jego Synowie.

Wiele lat pozniej, w 1998 roku Ryszard wreszcie mogl przyjechac do Polski. Nie warto przypominac atakow, ktore Go spotykaly przez cale lata. Dla Ryszarda najwazniejsze byly reakcje ludzi. Te zas byly po prostu fantastyczne. Nikt sobie nie wyobrazal, ze osoba nieobecna i atakowana przez tyle lat, bedzie tak entuzjastycznie witana. To nie byly setki, to byly tysiace ludzi i to pelnych zyczliwosci. W Warszawie, Krakowie, Gdansku policja musiala zamykac ulice, ustawiac bariery by utrzymac porzadek. Wystapienie w parlamencie i rozmowa z premierem, byly dopelnieniem serdecznosci okazywanej Mu przez zwyklych obywateli. Cieszyl sie ogromnie z serdecznych spotkan z przedstawicielami NSZZ „Solidarnosc”. Byly to dla Ryszarda chwile ogromnej satysfakcji, chociaz zadna z nich nie wyrowna krzywd jakich doznal wczesniej ze strony komunistycznej oraz ze strony wladz III Rzeczpospolitej. Fakt, ze po smierci Pulkownika kondolencje Rodzinie i Przyjaciolom publicznie wyrazil Prezes Rady Ministrow swiadczy o tym, ze Ryszard nie byl oficerem jak wielu innych lecz Osoba wazna dla historii.

Dzis niektorzy apeluja do wladz Polski o awansowanie i o odznaczenie Pulkownika. Kiedys byla by to aprobata dla Jego walki o niepodleglosc. Dzis Pulkownik nie zyje, wyroznienia ze strony Ojczyzny za zycia nie doczekal sie. Na ile Go znalem to moge powiedziec, ze o zadne odznaczenia nigdy nie zabiegal. A uscisk dloni ze strony Ojca Swietego byl dla Niego wazniejszy niz jakiekolwiek odznaczenia.

Podczas swoich wizyt w Kraju, Ryszard spotykal sie z dawnymi kolegami – oficerami. I byl zadowolony, bo rozumieli co uczynil. Bylem swiadkiem jak z ogromnym wzruszeniem przyjmowal slowa uznania od zolnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sil Zbrojnych i od czlonkow Zwiazku Skazanych na Kare Smierci w okresie rezimu komunistycznego. Zawsze czul sie bliski tym wlasnie zolnierzom polskim i cieszyl sie, ze obdarzaja Go szacunkiem.

W dzien smierci Ryszarda powiedzialem dziennikarzom, ze „misja pulkownika dobiegla konca”. Bo cale swoje zycie traktowal jako sluzbe dla Ojczyzny. Kilka miesiecy temu podczas prywatnej rozmowy powiedzial mi: „nie zaluje tego co zrobilem, i gdyby bylo trzeba postapil bym ponownie tak samo”.

Dzis kiedy zbliza sie dzien pogrzebu Pulkownika, trudno jest ze wzgledu na wzruszenie opisac zal, ze odszedl od nas. Jako pierwszy nie komunistyczny minister obrony narodowej, powiem zatem jedynie: „spij przyjacielu”.